Jeżeli szukają Państwo góralskiego domu z duszą, dobrze Państwo trafili! Barz piyknie witomy u Wójciaków!
Mój dom, dom mojego dzieciństwa leży pod Tatrami, w niegdysiejszym przysiółku,
dziś dzielnicy Zakopanego - na Olczy.
Jak większość domostw w okolicy proponujemy
gościom noclegi, jak u większości rodzin na Podhalu, także i u nas to "sprawa rodzinna".
Dom wybudowała moja babcia od strony mamy - Zofia - jedno z jedenaściorga dzieci Marii i Stanisława Chyc - Kuros.
Temperamentna, wesoła, pracowita, przy kości, zawsze uśmiechnięta babcia Kuroska przyjmowała pierwszych letników,
nie rezygnując przy tym z niezwykle intratnego wtedy zajęcia jakim było... reperowanie pończoch, na które mówiło
się u nas "podnosynie łocek".
Babcia podnosiła oczka na Krupówkach i jeżeli wierzyć rodzinnym opowieściom,
zarabiała codziennie "trzy razy telo, co majster na budowie".
Wspomnę na marginesie, że do dziśka u nos w chałupie
godo się gwarom.
Babcia Zosia na Krupówkach, nad Morskim Okiem i na Gubałówce ze swoimi siostrami i córką, a moją przyszłą mamą - Jancią
Dziadka Józefa Klusia nie było dane mi poznać, był starszy od babci i zmarł długo przed moimi narodzinami.
Miał własną tokarnię, rzeżbił i wypalał góralskie talerze, szkatułki. Znam go tylko z pożółkłych, rodzinnych fotografii.
Kilka lat po jego śmierci babcia wydała się za Józefa Smasia i zamieszkała z nim na Harendzie,
nieopodal domu Marusi i Jana Kasprowiczów, pozostawiając mojej mamie - Janinie - domostwo na Olczy.
Ślubnie zdjęcie moich rodziców - Janiny i Władysława Wójciaków / Cztery góralskie pokolenia, od lewej: prababcia Maria, babcia Zosia ze mną, moja siostra - Teresa, pani Czesia (jedna z pierwszych turystek mieszkających u nas, przyjaciółka rodziny), mama z moim bratem - Tomkiem, dziadek Józef Smaś- drugi mąż mojej babci
Mama była już wtedy mężatką. Tatę poznała czekając w kolejce u dentysty, podobno zalecało się do niej kilku innych kawalerów,
wybór padł jednak na Władysława Wójciaka, który wywołał rozbawienie dziewczęcia swoimi przykrótkimi spodniami.
- Chyba mos wode w piywnicy! - zaśmiała się, no i tak to się zaczęło.
Tata pochodzi z Murzasichla, żeby dotrzeć na Olczę, musiał iść dwie godziny przez las. Głupi jednak ten, kto myśli, że bał się wilków czy ciemności.
Największe zagrożenie czyhało dalej. Chłopcyska Łolcanie słynni byli bowiem ze swojej bitności na całe Podhale i tata nie raz musiał uciekać,
kiedy dojrzała go grupa baciarów, uważających dziewczęta olcańskie za własne.
Jak widać, był jednak na tyle zdeterminowany, że w końcu uznano go tutaj za swojego. Zapisał się więc do parafialnego, regionalnego zespołu Giewont, z którym później zjeździł kawał świata. Smykałkę do śpiewu i tańca odziedziczył po swoim tacie, który podobno umarł ze skrzypcami w ręku.
Parafialny Regionalny Zespół Giewont, w którym tańczył mój tata, a kilkanaście lat później - także ja
Moi Ojcowie pobrali się w 1976 roku w starym kościółku na Olczy, w chałupie odbyło się wesele, a w rok po nim mama powiła Tereskę.
Po trzech latach Wójciakowie sprezentowali pierworodnej braciszka - Tomusia, a gdy ten miał siedem wiosen, bocian przeleciał
nad Janosówką 14a po raz trzeci. I tak na tym świecie pojawiła się "mała Hanka", którą starszy brat nazwał wkrótce "budzielnikiem".
Mama z dziećmi i Goośćmi / Terenia, Tomek i "mała Hanka" ubrani po góralsku
Dziś Teresa prowadzi pensjonat kilka kilometrów od rodzinnego gniazda, Tomek wyjechał do Stanów Zjednoczonych i tam założył rodzinę, ja param się muzyką i dziennikarstwem w Krakowie - rodzice gazdują na Olczy sami.
A ponieważ zamartwiają się, że dom ma już swoje lata, że dziś już inaczej się buduje, że standardy dużo wyższe - postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i pomóc im tak, jak potrafię.
Myślę bowiem, że martwią się zupełnie niepotrzebnie, nasz dom ma bowiem to, co najważniejsze - DUSZĘ.
Mama zawsze wita gości domowym ciastem / Rodzina Wójciaków prawie w komplecie - mama, tata, brat Tomek z żoną Heleną i trójką dzieci: Emilką, Dawidem, Kacprem i nie taka już mała - Hanka :-)
Muzykowanie to wędrówka - widziałam już niejeden klub muzyczny, salę koncertową, pensjonat, zajazd, hotel.
Myślę, że cztery gwiazdki to czasem za mało, żeby poczuć się jak w domu.
Co to znaczy "czuć się jak w domu"? Serce podpowiada mi: "dom, to miejsce do którego chcę wracać".
A ponieważ mocno wierzę, że taką właśnie przystanią stanie się dla Państwa mój dom rodzinny na Olczy - gorąco zapraszam, w swoim i Rodziców imieniu, w jego gościnne progi.